Pierwszą myślą, która zahuczała mi w głowie, było: „O nie! Pod moim dachem nie wyrośnie kolejny ateista!”. I już, już miałam w świętym oburzeniu huknąć stosowne kazanie solidnie naszpikowane frazami wywołującymi poczucie winy w małym człowieku, gdy nagle – chwała Panu! – opamiętałam się.